Literatura wojenna dalej ma się świetnie w Polsce. Jest się temu ciężko dziwić. Każdy doskonale wie jak wielką traumę wydarzenia poprzedniej epoki zostawiły na świadomości i mentalności całego narodu. Nie tylko ludzi, którzy owo piekło przeżyli na własnej skórze, ale na wszystkich pokoleniach, które żyją nad Wisłą aż do dziś. Jest to temat trudny, ciężki, ale nie może być przemilczany czy ignorowany. Tym jednak, co szczególnie pojawia się, gdy myślimy o książkach dotyczących drugiej wojny światowej, są książki militarne, pamiętniki obozowe lub surowa i bardzo brutalna literatura faktu. Zawsze dzieła te wrzucają czytelnika w sam środek koszmaru. Inaczej rzecz ma się z reportażem „Jeszcze żyjemy. Lato 39”, który zaczyna się chwilę przed wybuchem konfliktu międzynarodowego. Jego autor, Marcin Zaborski starał się jak najdokładniej odtworzyć klimat i nastrój tego ostatniego lata, po którym nic nie było już takie samo.

Nikt się niczego nie spodziewał

Tym co charakteryzuje ową pozycję na tle innych jest nietypowe podejście do tematu wojny. Tutaj nie jest ona jeszcze wspominana, bo bohaterowie opisywani żyją na samej krawędzi wybuchu. Nie spodziewają się jeszcze tego, co dopiero ma nadejść. Prowadzą normalne życia, snują plany, mają wiele marzeń, przyjaźni i miłości. Jest to normalne życie. Temat wojny ciągle czai się jednak za rogiem. Gdy przekładamy kolejne karty „Jeszcze żyjemy. Lato 39” czuć jest ciągłe napięcie i strach czytelnika o bohaterów. Bowiem wiadomo, co zdarzy się, gdy tylko nadejdzie wrzesień. Wszystko to rodzi nastrój frustracji, zagubienia i bólu, którym doskonale operuje Marcin Zaborski.

Po pierwsze: rzetelność

Pozycję ową czyta się z zapartym tchem. Nie pozostawia choćby na chwilę w znudzeniu. Tworzy to jednak fałszywe wrażenie jakoby mogła to być powieść. Autor zadbał jednak sumiennie o to aby „Jeszcze żyjemy. Lato 39” było po pierwsze dobrym przedstawicielem własnego gatunku literackiego. Jest to prawdziwy reportaż z krwi i kości i tak się go też czyta. Nie ma popadania w fałszywy sentymentalizm, czy kierowania się emocjami. Autor stara się przekazać prawdę taką jaką ona była. Nie upiększa ani nie demonizuje żadnej z chwil ludzi na progu ogromnej i okrutnej wojny światowej. Jest i miejsce na łzy, ale też na śmiech. Dlatego właśnie „Jeszcze żyjemy. Lato 39” jest reportażem niemal wzorcowym. W pełni wykonuje swą robotę, jest dziełem uczciwym i traktuje czytelnika jako partnera w opowiadaniu historii. Dzięki temu wszystkiego praca Marcina Zaborskiego cieszy się niezaprzeczalnym uznaniem i jest warta każdej minuty spędzonej nad jej niezwykle ważną lekturą.